Nie.
Może po prostu przez lata nauczono Cię, że Twoje granice są mniej ważne niż cudzy komfort.
Może jako dziewczynka byłaś nagradzana za to, że byłaś grzeczna, przewidywalna, pomocna, cicha, ułożona i „taka dojrzała jak na swój wiek”.
Piękna etykietka.
Tylko że często pod spodem siedziało coś znacznie mniej poetyckiego:
Nie przeszkadzaj.
Nie złość się.
Nie bądź za głośna.
Nie chciej za dużo.
Nie sprawiaj problemów.
Nie zawstydzaj nikogo swoją prawdą.
Nie bądź ciężarem.
A teraz jesteś dorosłą kobietą, która chce więcej pieniędzy, widoczności, miłości, spokoju, własnej przestrzeni i życia po swojemu.
Tylko że Twój układ nerwowy nadal myśli, że widoczność oznacza zagrożenie.
Że odpoczynek oznacza lenistwo.
Że granica oznacza odrzucenie.
Że prawda oznacza konflikt.
Że Twoje „nie” zrobi komuś krzywdę.
No to zaciskasz zęby i jedziesz dalej.
Tylko coraz częściej już nie jedziesz.
Czołgasz się.